Posts Tagged ‘drzwi szklane’

Nudnawe wakacje

Poniedziałek, luty 8th, 2010

Przez następne  dni zajmowałem się pisaniem z świeżo spotkanymi ludźmi . Jakby nie patrzeć miałem już jakiś znajomych .  Pamiętam, że godzinami potrafiłem pisać o wszystkim dosłownie z nimi. Marcin dał znać, że będzie w lipcu w Poznaniu. Miałem przemożną chęć na jakiś koncert. Naprawdę chętnie bym po uczestniczył. Szukałem w necie  różnych  wydarzeń. Jedyne w miarę sensowne co w najbliższym czasie miało nastąpić to Castle Party i Woodstock, na które i tak raczej bym się nie udał. Z resztą z kim.  Oglądałem filmy z Woodstocku, a potem zapis koncertu Metallicy z San Diego .  Zazdrościłem trochę dziewczynom i Marcinowi,  bo  mieli w planach zaliczyć zarówno CP jak i  również  PW. Zostawało mi niestety siedzieć samemu w chacie. Przed wypadem na CP Marcin pojawił się w PO. Tradycyjnie był w towarzystwie Jowity.  Spotkałem się z nimi . Wybrałem oczywiście tę drugą opcję. (więcej…)

Poznanie wirtualnej koleżanki i uczestniczenie na koncercie

Poniedziałek, luty 8th, 2010

Podróż do Bazyla długo już nie trwała .Nie miałem żadnego pojęcia  na temat poznańskich klubów undergroundowych. Obawiałem się, że z racji wieku nie do końca pełnoletniego nie wpuszczą mnie do środka. Z drugiej jednak strony jeżeli miałoby tak nawet być to nie byłbym sam,  ponieważ  Monika i jej koleżanka były nawet młodsze. Wpuścili nas bez najmniejszego problemu. Po zakupieniu biletu stanąłem gdzieś w kącie. Pamiętam, że rozglądałem się naokoło obserwując różnych  charakterystycznych  ludzi. Monika wraz z Jowitą i Marcinem zniknęli mi z pola widzenia.  Zaniepokoiło mnie to znacznie . W pewnej chwili jakaś dziewoja z drugiego końca sali zaczęła na mnie spoglądać, co w jakiś sposób zaczęło mnie krępować. Podeszła do mnie. Zwierzyła się, że skądś mnie zna. Parę chwil później miałem się przekonać, że rozmawiałem z koleżanką z lasta, jeszcze do niedawna – swoją e –friend ( znajoma, z którą utrzymuje się kontakt głównie wirtualnie ). Trochę mnie to odprężyło. Mieliśmy bowiem wspólne tematy . Oczywiście trudniej było je poruszać w rzeczywistości. Mimo wszystko od słowa do słowa zacząłem się rozkręcać. I chwała, że akurat na nią trafiłem. Podszedł do nas jakiś koleś z kuflem piwa i pytał się jak się bawimy i czy lubimy Azarath. Wszyscy powiedzieli zgodnie, że tak. Miałem nadzieje, że się nie wyda, że nie miałem bladego pojęcia na temat tego zespołu. Wkrótce na scenę wkroczyli frontmani wspomnianej kapeli. Ludzie czekali cierpliwie.  Znajoma, której na imię Sylwia zapytała się gdzie mieszkam . Podałem jej więc adres. Zaraz pod sceną zrobiło się bardziej gęsto. Swoją drogą fajnie to wyglądało. Można by powiedzieć, że pod sceną zrobiło się „ czarno” biorąc pod uwagę kolor stroju ludzi, którzy w następnym momencie zająć się mięli pogo. Oczekiwany Azarath rozpoczął koncert. Ludzie zaczęli skakać pod sceną.  Sylwia namawiała mnie do przyłączenia się do ludzi . W końcu się przełamałem i wskoczyłem pomiędzy innych. To było cudowne doświadczenie. Niejednokrotnie wylądowałem na podłodze. Sylwia z koleżanką również  bawiły się pod sceną.  Podobało mi się jak niektórzy bawiący się pod sceną ludzie wywijali kłakami. (więcej…)

Poznanie kolejnych ludzi – tym razem w biedronce

Poniedziałek, luty 8th, 2010

Nie wiem czy to wpływ spotkania z Moniką, czy po prostu zwykła bezczynność popchnęły mnie do ponownego przeczytania „ Wywiadu z wampirem” . Książka jest bardzo  interesująca . Język jakim posługuje się pani Rice sprawia, że czyta się ją jednym tchem. W międzyczasie pisałem z Moniką i Luizą, która pojawiła się na czas krótki na gg. Stara, poczciwa koleżanka z Międzychodu byłą ciekawa co tam u mnie. Na miejscu nic ciekawego się nie dzieje. Nie będę ukrywał, że i ja w sporej części się nudziłem przez ten miesiąc pobytu tutaj. Nadszedł w końcu dzień spotkania z Moniką i koncert w klubie „ u  Bazyla”. Jeszcze z początku swojego pobytu w Poznaniu przywiązywałem wagę do image . Oczywiście to istna głupota. Ważne co ma się w głowie, a nie na sobie. Te całe ramoneski, glany i ciemne stroje podkreślające przynależność do pewnej subkultury są zbędne.  Więcej . Powiem, że są efektem pierwotnego zauroczenia danym klimatem.  W dalszym ciągu lubię ciemne kolor- ale nie dlatego, że podkreśla metalowość i zuo. Po prostu dobrze się w nim czuje i tyle. Mniejsza jednak o to.  Specjalnie wypastowałem swoje martensy na tę okazję . Monia dała znać, że wychodzi i będzie czekać pod marketem. Ruszyłem z kopyta,  by  do niej dołączyć. (więcej…)

Ponowne spotkanie Moniki

Piątek, luty 5th, 2010

Kilka dni później podłączono nam Internet. Zacząłem więc z niego korzystać.   Miałem kupę wiadomości od znajomych z Międzychodu, Poznania jak i również od Moniki, którą niedawno poznałem . Wcześniej zajmowałem się czytaniem Metal Hammera sporo się o samym metalowym undergroundzie dowiedziałem.  Pisząc z Moniką przesłuchiwałem niektóre kawałki na you tubie . Monika podała mi szczegóły dotyczące koncertu, który odbył się u Bazyla. Oczywiście byłem na tym koncercie. Grał dość ciekawy zespół o nazwie Azarath. Z samą kapelą po raz pierwszy się raczej spotkałem. Na dobrą sprawę gęba mi się uśmiechnęła,  gdyż  wreszcie zacząłem poznawać ludzi. Jestem jednak ciekaw jak mnie odbiorą ludzie z ‘metalowego podziemia’. Wiadomo jak niektórzy ortodoksyjni fani takiej muzyki reagują na wszelkie przejawy komercji z robieniem „złego metalowca” na pokaz, bo to fajnie wygląda. To się profesjonalnie pozerstwem nazywa.  Oczywiście nie należę do powyższej grupy ludzi – mi po prostu  ta muzyka się podoba . No nie wiem….zobaczymy jak mnie odbiorą. Z dresikami , zwłaszcza tutejszymi nie chciałbym mieć zbyt wiele wspólnego. Monika z tego co wtedy zauważyłem była osobą żyjącą wręcz imprezami. (więcej…)

Poznanie pierwszej osoby w Poznaniu

Piątek, luty 5th, 2010

Do czasu, aż podłączony został Internet próbowałem zajmować się tym co zawsze . Czytałem książki, słuchałem muzyki  i  przesiadywałem przed telewizorem. W pewnym momencie zacząłem żałować tego, że się przeprowadziliśmy. Mieszkając w mało mi przyjaznym Sierakowie mogłem się przynajmniej do przyjaciół wybrać, zaś tutaj całe dnie spędzałem siedząc w domu. Brakowało mi kontaktu ze znajomymi.  Mój los odmienił się dopiero, gdy postanowiłem przejść się z nudów do supermarketu . Nie znałem za dobrze miasta, nie znałem w ogóle tutejszych ludzi…przynajmniej osobiście, w realu, ani nie wiedziałem gdzie co jest. W pierwszych tygodniach po wyprowadzce z Sierakowa czułem się tutaj zupełnie wyobcowany. Jak już wspomniałem zmiana nastąpiła nieoczekiwanie. Udałem się do M1, gdzie błądziłem po sklepach . Miałem przy sobie listę zakupów, także poruszając się po sklepie skrupulatnie ją realizowałem. Wszystkie potrzebne mi produkty udało mi się zdobyć po kwadransie pobytu. Jakimś trafem natknąłem się na kolportera . Miałem jeszcze trochę drobnych, więc zdecydowałem się na to, by minąć otwarte na oścież drzwi szklane i  stanąć przy czasopismach. Trafiłem jakimś cudem na Metal Hammer i Mystic Arts. Oba czasopisma wziąłem w ręce,  by  stanąć w kolejce. Za mną stanęła jakaś dziewczyna. Gdy się odwróciłem spojrzała się znacząco. (więcej…)

Trudny początek

Czwartek, luty 4th, 2010

Początek jak to początek – trudny . Leżąc na kanapie przesłuchiwałem „ Ithyphallic” dochodząc do wniosku, że bardzo mi się podoba. Jak to się stało, że wcześniej się z tą kapelą nie spotkałem.  Czytałem również książkę z cyklu” Kroniki Wampirów” Anny Rice . Poza przereklamowanym Harrym Potterem nie spotkałem się jeszcze z czymś konkretnym z zakresu książek nieobowiązkowych. Sporo ludzi chwali tę serię, więc postanowiłem poczytać i osobiście się przekonać o tym, czy książki pani Rice rzeczywiście godne są pochwał. Z ręką na sercu przyznam, że czyta się je dosyć szybko. Internet podłączyć nam mieli miesiąc później. Przez ten czas niewiele się działo w moim życiu. Słuchałem  starych płyt, wałkowałem zakupiony album „ Nile”, czytałem książkę  i  przesiadywałem przed srebrnym ekranem.  W efekcie dzień był dniowi podobny . Z czasem stawało się to dosyć męczące. Internet – wystarczy spojrzeć jak daleko stał się ważny i niezbędny do trzymania jakiegokolwiek standardu.  (więcej…)

Pierwszy dzień w Poznaniu

Czwartek, luty 4th, 2010

Parę tygodni później zaczęliśmy pakować swoje rzeczy do kartonów . Ciężarówka przyjeżdżała raz po razie, aby przenieść tam nasze meble, sprzęt AGD, RTV i tak dalej, zaś na samym końcu kartony z rzeczami.  W ciągu trwania generalnej przeprowadzki panował prawdziwy chaos . Zdążyłem spotkać się ze wszystkimi znajomymi, z którymi utrzymywałem jak dotąd kontakt. Nie miałem zbyt wiele pracy w tej kwestii.  Przede wszystkim pojawiłem się kilkakrotnie w Międzychodzie .  Będę utrzymywał z nimi jednak kontakt poprzez przesławny komunikator  oraz  przez rozmaite portale społecznościowe, w których zarówno ja jak i oni\ one są zarejestrowani \ e.  Do Poznania wyruszyłem pewnego pięknego późnowiosennego dnia.  Na miejscu wziąłem się za odpakowywanie swoich rzeczy i doprowadzenie pokoju do użytku . Plus minus zajęło mi to dwa dni. Z początku miałem ograniczony kontakt z kimkolwiek, ponieważ  nie miałem podłączonego Internetu. Odsłuchiwałem głównie płytki, które udało mi się nabyć przez ostatnie miesiące. (więcej…)

Krótko przed przeprowadzką

Czwartek, luty 4th, 2010

Na samym wstępie pisałem coś o przeprowadzce i mam teraz zamiar opisać jak do niej doszło . Mógłbym w sumie opisywać co działo się w Sierakowie aż do tego czasu, tylko po co. Nic  szczególnego  się nie działo. Ludzie w miasteczku w którym jakimś cudem przeżyłem 17 lat nie wykazywali minimalnych oznak inteligencji, tolerancji, prezentowali sobą „ biedę” . W szkole również  nie wiele lepiej. Nauczyciele myśleli, że coś jest ze mną nie tak- według nich wdałem się w jakieś lewe towarzystwo , coś biorę, whatever. Myślenie stereotypowe do bólu. Ciężko było tam dosłownie wytrzymać. W końcu babcia z dziadkiem, którzy przeprowadzali się do Lubonia zaproponowali nam wprowadzenie się do budynku. Pod moją nieobecność miała miejsce krótka narada rodzinna, o której wyniku dowiedziałem się przychodząc zmęczony tym chorym środowiskiem, do którego ciężko było się przystosować. Musielibyście widzieć moją radość na gębie, gdy dowiedziałem się o przeprowadzce do Poznania . Poinformowałem swoich znajomych na pewnych portalach o swoim przeniesieniu się do stolicy Wielkopolski.  Jak się później okazało niektóre osoby pochodziły właśnie z tego miasta . (więcej…)

Urodzinowe zakupy

Czwartek, luty 4th, 2010

Dzięki znajomości z tą właśnie koleżanką zyskałem kontakt, dzięki któremu nabywać  mogłem same klasyki . To podobało mi się najbardziej. Zyskałem więc i parę oryginalnych płyt Metallicy, Motorhead, Mayhem , Death i Morbid Angel. Zbliżały się powoli moje urodziny. Chciałem wybrać się do jakiegoś typowego sklepu z odzieżą rockową i ją nabyć, tak samo zresztą jak jakieś przyzwoite płyty. Namówiłem więc matkę na to. Udałem się z nią do takiego sklepu w Gorzowie .  Szukaliśmy dosyć długo takowego sklepu . Objechaliśmy dosłownie pół miasta, ale koniec końców znaleźliśmy taki sklep. Drzwi szklane zaopatrzone były w przyklejony taśmą plakat jakiegoś koncertu metalowego. Wszedłem do środka. Oczywiście sam – mamusia jedynie mnie podwiozła.  Zacząłem spoglądać na większość gadżetów, t- shirtów z logami zespołów itd. . (więcej…)

Pojawienie się wraz ze znajomą w studiu tatuaży

Czwartek, luty 4th, 2010

W Sierakowie oczywiście poziom tolerancji jest znikły, toteż nie miałem łatwego życia . Sytuację komplikował fakt, że na miejscu niewielu było ludzi słuchających podobnej muzyki. Jedyni metale byli już grubo po 20 – tce i nie traktowaliby mnie poważnie,  gdyż  byłem za młody,  aby  cokolwiek na ten temat wiedzieć. Poniekąd mieli rację. Będąc w ich mniemaniu kindermetalem skazany byłem na wegetowaniu w tej wiosce. Miałem taki okres czasu, gdy masowo  pozyskiwałem muzykę.  Któregoś pięknego dnia założyłem sobie last.fm, na którym rejestrowałem swoje odtworzenia . Miało to też inne  ciekawe  zastosowanie. Dzięki temu korzystaniu z tego portalu poznałem wielu ludzi, z którymi zacząłem utrzymywać kontakt. Wreszcie zacząłem się otwierać na ludzi, choć  nie trwało to od razu. Znajomi mnie nakłaniali, żebym zrobił coś z włosami. Nie podobało im się, że miałem dłuższe niż zwykle. Ogólnie to było  potworne. W szkole również  patrzeli na mnie wilkiem. Oczywiście było to chore w pełnym tego słowa znaczeniu. Głupota i prymitywizm ludzki nie zna żadnych granic. Z jedną poznaną kumpelą z okolic umówiłem się na studia tatuaży. Odrobinę mnie to zaniepokoiło. Szczerze mówiąc nie chciałem robić sobie „dziary” – zresztą nie miałem na czym jej robić. Zero mięśni. Zgodziłem się jednak. Spotkałem się z nią w Międzychodzie.  (więcej…)