Poznanie wirtualnej koleżanki i uczestniczenie na koncercie

Podróż do Bazyla długo już nie trwała .Nie miałem żadnego pojęcia  na temat poznańskich klubów undergroundowych. Obawiałem się, że z racji wieku nie do końca pełnoletniego nie wpuszczą mnie do środka. Z drugiej jednak strony jeżeli miałoby tak nawet być to nie byłbym sam,  ponieważ  Monika i jej koleżanka były nawet młodsze. Wpuścili nas bez najmniejszego problemu. Po zakupieniu biletu stanąłem gdzieś w kącie. Pamiętam, że rozglądałem się naokoło obserwując różnych  charakterystycznych  ludzi. Monika wraz z Jowitą i Marcinem zniknęli mi z pola widzenia.  Zaniepokoiło mnie to znacznie . W pewnej chwili jakaś dziewoja z drugiego końca sali zaczęła na mnie spoglądać, co w jakiś sposób zaczęło mnie krępować. Podeszła do mnie. Zwierzyła się, że skądś mnie zna. Parę chwil później miałem się przekonać, że rozmawiałem z koleżanką z lasta, jeszcze do niedawna – swoją e –friend ( znajoma, z którą utrzymuje się kontakt głównie wirtualnie ). Trochę mnie to odprężyło. Mieliśmy bowiem wspólne tematy . Oczywiście trudniej było je poruszać w rzeczywistości. Mimo wszystko od słowa do słowa zacząłem się rozkręcać. I chwała, że akurat na nią trafiłem. Podszedł do nas jakiś koleś z kuflem piwa i pytał się jak się bawimy i czy lubimy Azarath. Wszyscy powiedzieli zgodnie, że tak. Miałem nadzieje, że się nie wyda, że nie miałem bladego pojęcia na temat tego zespołu. Wkrótce na scenę wkroczyli frontmani wspomnianej kapeli. Ludzie czekali cierpliwie.  Znajoma, której na imię Sylwia zapytała się gdzie mieszkam . Podałem jej więc adres. Zaraz pod sceną zrobiło się bardziej gęsto. Swoją drogą fajnie to wyglądało. Można by powiedzieć, że pod sceną zrobiło się „ czarno” biorąc pod uwagę kolor stroju ludzi, którzy w następnym momencie zająć się mięli pogo. Oczekiwany Azarath rozpoczął koncert. Ludzie zaczęli skakać pod sceną.  Sylwia namawiała mnie do przyłączenia się do ludzi . W końcu się przełamałem i wskoczyłem pomiędzy innych. To było cudowne doświadczenie. Niejednokrotnie wylądowałem na podłodze. Sylwia z koleżanką również  bawiły się pod sceną.  Podobało mi się jak niektórzy bawiący się pod sceną ludzie wywijali kłakami. Profesjonalnie nosi to nazwę headbangingu i w sumie sam chciałbym mieć na tyle długie włosy, by  sobie na podobny luksus pozwolić w trakcie trwania koncertów. W taki właśnie sposób spędziłem cały, dosłownie cały czas trwania koncertu.

31607.3

Byłem mocno zasapany i zmęczony, ale jednak warto było . Co więcej doszedłem do wniosku, że pełne uczestniczenie na koncertach świetnie odstresowuje. Po koncercie wypiłem piwo postawione przez chłopaka Jowity, który  również  się tam znalazł. Jakiś koleś zaczął z nami dyskutować na temat współczesnych kapel metalowych. Nie miałem zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii, więc się w ogóle nie odzywałem. Wychodząc z Bazyla w dość dużej grupie ( Sylwia z Martyną do nas dołączyły ) postanowiliśmy udać się na PKP coś zjeść, a następnie odprowadzić Jowitę i Marcina do dworca głównego, skąd rano mięli wyjechać do rodzimego Czerwonaku. Też tak uczyniliśmy. PKP roił się o tamtej porze od zaczepiających ludzi żuli i brzydko się wyrażając różnej maści penerów, więc nie czułem się zbyt bardzo bezpiecznie.  Przeszliśmy przez drzwi szklane, by zająć miejsce w KFC. Złożyliśmy się,  by  zamówić kubełek z panierowanymi kawałkami kurczaka. Rozmawialiśmy – myślę, że dość długo na temat wierzeń  i  filozofii. Po raz pierwszy udało mi się wdać w podobną  rozmowę . W rodzimym Sierakowie ludzie potrafili rozmawiać co najwyżej na tematy dość przyziemne i oscylujące tematycznie wokół życia codziennego. Nawet nie zwróciliśmy uwagi, gdy zaczęliśmy mówić na temat manipulacji poprzez reklamy. Czas mijał dość szybko . W Poznaniu mieszkałem od niedawna. Wiadomo, że w większych miastach stopień przestępczości jest dość wysoki, więc obawy rodziców na temat mojego bezpieczeństwa byłyby w pełni uzasadnione. Wysłałem jej sms- a , w którym dałem znać gdzie jestem i kiedy mniej więcej się pojawię. Na PKP nie doszło tej nocy do żadnych przykrych incydentów. Odprowadziliśmy znajomych na dworzec główny,  by  wkrótce zacząć się rozchodzić. Sylwia była ciekawa do której szkoły się przypiszę i tym samym czy będę jej przyszłym kolegą z klasy. Zobaczymy. Bez problemu dotarłem do domu. Pamiętam, że na zegarku widniała godzina 4.00 w nocy. Nie ukrywając czułem się potwornie senny, więc po prostu walnąłem się na łóżko i zasnąłem.

Tags: , , , , ,

Comments are closed.