Krótko przed przeprowadzką
Na samym wstępie pisałem coś o przeprowadzce i mam teraz zamiar opisać jak do niej doszło . Mógłbym w sumie opisywać co działo się w Sierakowie aż do tego czasu, tylko po co. Nic szczególnego się nie działo. Ludzie w miasteczku w którym jakimś cudem przeżyłem 17 lat nie wykazywali minimalnych oznak inteligencji, tolerancji, prezentowali sobą „ biedę” . W szkole również nie wiele lepiej. Nauczyciele myśleli, że coś jest ze mną nie tak- według nich wdałem się w jakieś lewe towarzystwo , coś biorę, whatever. Myślenie stereotypowe do bólu. Ciężko było tam dosłownie wytrzymać. W końcu babcia z dziadkiem, którzy przeprowadzali się do Lubonia zaproponowali nam wprowadzenie się do budynku. Pod moją nieobecność miała miejsce krótka narada rodzinna, o której wyniku dowiedziałem się przychodząc zmęczony tym chorym środowiskiem, do którego ciężko było się przystosować. Musielibyście widzieć moją radość na gębie, gdy dowiedziałem się o przeprowadzce do Poznania . Poinformowałem swoich znajomych na pewnych portalach o swoim przeniesieniu się do stolicy Wielkopolski. Jak się później okazało niektóre osoby pochodziły właśnie z tego miasta . Byli w miarę dobrze poinformowani o wszystkim czym gardziłem w tym mieście. Mam nadzieje, że to się zmieni po przyjeździe do Poznania.

W sumie to muszę wziąć na poprawkę fakt, iż wszędzie tak jest. Również znajdą się ludzie prymitywni, tępi i schematyczni. Mocnym plusem jednak jest obecność ludzi obracających się w podobnych klimatach. Kumpela zaprosiła mnie na jakiś koncert w Poznańskim Bazylu . Moja odpowiedź była pozytywna. Tylko sam nie wiem czy tam dotrę, ponieważ nie znam aż tak tego miasta. Pojawiłem się w Międzychodzie, by ze znajomą od tatuażu się spotkać. Wpierw poszliśmy do biedronki przechodząc przez drzwi szklane i kupując jakieś chipsy. Opowiedziałem jej o okolicznościach przeprowadzki i przygotowaniach do niej . Udaliśmy się na stanicę, gdzie wypiliśmy piwko. Doszła do nas jej koleżanka, która zaczęła na dobre słuchać gotyku. Zresztą jej odzienie mówiło samo za siebie…krzyż ankh na szyi, ciemne spodnie i koszulka. Mają na tyle dobrze, iż na miejscu niewielu, bo niewielu ich jest, ale trzymają się ze sobą ściśle i jest fajnie. Asia, bo tak na imię jednej z nich wyciągnęła aparat z torby i zrobiła parę zdjęć. Później przesłała mi je . Błąkałem się z nimi jeszcze z godzinę po czym wracałem powoli do domu. Na miejscu zastałem ojca wyciągającego puste kartony z auta.
Tags: biedronka, drzwi szklane, Poznań, przeprowadzka, u bazyla, zdjęcia
